Najgłośniejszy proces ostatnich lat staje się powoli sądową farsą. Do Sądu Okręgowego w Poznaniu już po raz czwarty wraca sprawa Pilanina Adama Z., który był już trzykrotnie uniewinniany od zarzutu zabójstwa Ewy Tylman. Teraz ma odpowiedzieć za nieudzielenie pomocy.
Sprawa Ewy Tylman to jedna z najgłośniejszych spraw ostatnich lat. Do tej pory nie wiadomo co tak naprawdę wydarzyło się w nocy z 22 na 23 listopada 2015 roku. 26-latka wracała z Adamem Z. z firmowej imprezy. Byli pijani. Po raz ostatni razem kamery nagrały ich nad Wartą w okolicy mostu św. Rocha.
Kilka miesięcy później wyłowiono z rzeki jej ciało. Adam twierdzi, że nic nie pamięta z tamtej nocy.
Sam chciałbym się dowiedzieć, co tam się wtedy stało. Próbowałem już wielu rzeczy, żeby się dowiedzieć, co mogło się tam wydarzyć, ale nie wiem. Nie pamiętam
Reklama– przyznał Adam Z. w rozmowie z dziennikarzami.
Jeszcze zanim znaleziono ciało prokuratura oskarżyła go o zabójstwo Ewy. Miał zepchnąć Ewę ze skarpy, a potem nieprzytomną wrzucić do wody. W 2019 roku poznański Sąd Okręgowy po raz pierwszy uniewinnił pilanina od zarzutu zabójstwa.
W ocenie sądu materiał dowodowy nie pozwala na przyjęcie, że oskarżony Adam Z. dopuścił się zabójstwa Ewy Tylman lub w jakikolwiek inny sposób przyczynił się do jej śmierci
- tak sędzia Magdalena Grzybek uzasadniała tamten uniewinniający wyrok.
Reklama
Upadł też ewentualny zarzut nieudzielenia. Sąd Apelacyjny uchylił jednak tamten wyrok i zwrócił jednak sprawę do ponownego rozpoznania.
Adam Z. doskonale wiedział, co stało się w z Ewą Tylman i że znalazła się w wodzie. Jak odchodził od rzeki, Ewa Tylman żyła, płynęła i on o tym wiedział
- podkreślił wtedy sędzia Marek Kordowiecki
Nie wiedział. Tak uznał skład sędziowski w powtórnym procesie uniewinniając po raz drugi Adama Z. Wyrok zapadł w maju 2022 r. Sąd uznał, że nie ma dowodów winy Pilanina, a łańcuch poszlak jest słaby. Zbyt słaby, by skazać nie tylko za zabójstwo, ale także za nieudzielenie pomocy. Prokuratura złożyła jednak apelację i od tego wyroku.
Adama Z. miały obciążać wyjaśnienia, które złożył tuż po zatrzymaniu. Zeznał w nich, że widział jak Ewa wpada do rzeki i nie udzielił jej pomocy. Przyznał, że zachował się jak tchórz i uciekł. Tyle że przy tym pierwszym przesłuchaniu nie był obecny obrońca, co było rażącym naruszeniem prawa do obrony, zwłaszcza przy takich zarzutach.
Nawet gdyby ocenić ten dowód za dopuszczalny, czego sąd nie zrobił, ale nawet gdyby, to on jest po prostu niewiarygodny w takim stopniu, że przez osiem lat postępowania nie wierzyli w niego ani policjanci, ani prokuratura
Reklama– podkreślił sędzia Andrzej Klimowicz.
Uwierzył jednak w niego Sąd Apelacyjny, który w miniony wtorek uchylił wyrok uniewinniający.
Oskarżony, widząc, jak pokrzywdzona wpada do rzeki, miał prawny i moralny obowiązek udzielenia jej pomocy. Oczywiście trudno oczekiwać od oskarżonego, by w listopadzie, nocą, rzucił się do wody, zwłaszcza, że był nietrzeźwy. Należało jednak oczekiwać, że skoro oskarżony widział, jak pokrzywdzona wpada do rzeki, zawiadomi o zaistniałym zdarzeniu służby
– podkreślała sędzia Diana Książek-Pęciak.
Reklama
Za nieudzielenie pomocy grozi do 3 lat pozbawienia wolności. Adam Z. spędził za kratkami 14 miesięcy. W przypadku prawomocnego uniewinnienia Skarb Państwa będzie musiał zapłacić mu odszkodowanie za niesłuszny areszt. Jeżeli usłyszy wyrok skazujący za nieudzielenie pomocy, to czas spędzony w areszcie zostanie mu zaliczony na poczet kary i Skarb Państwa nie będzie musiał płacić odszkodowania.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze