Reklama

Nielegalne odpady w Sarbi i w Bzowie za mało niemieckie

Nielegalne odpady w Sarbi pochodzą z Niemiec, ale Niemcy nie muszą ich zabierać. Rekomendacja, którą przekazał w tej sprawie Trybunałowi Sprawiedliwości Unii Europejskiej rzecznik generalny Athanasios Rantos nie jest korzystna ani dla Sarbi, ani dla Bzowa.

W listopadzie 2023 roku Polska skierowała skargę na Niemcy do Trybunału Sprawiedliwości. Powód? Strona niemiecka od kilku lat uchyla się od odpowiedzialności w sprawie uprzątnięcia 35 tys. ton odpadów, które z Niemiec trafiły w nielegalny sposób do Polski. Nie pomogła nawet skarga do Komisji Europejskiej, która w sporze z Niemcami przyznała rację Polsce. Strona niemiecka mimo zapewnień nie kiwnęła nawet palcem. Dlatego Trybunał Sprawiedliwości jest dla Polski ostatnią szansą. Pod warunkiem, że wyrok będzie korzystny. Inaczej niż wydana w tej sprawie w miniony czwartek rekomendacja rzecznika generalnego TSUE Athanasiosa Rantosa.

Polacy wymienili w skardze siedem lokalizacji, w tym Sarbię w gminie Czarnków oraz Bzowo w gminie Lubasz, gdzie niemieckie odpady trafiły na nielegalne wysypiska. Zdaniem rzecznika generalnego skargę można uznać za zasadną w przypadku tylko jednej lokalizacji. Chodzi o Tuplice w województwie lubuskim, gdzie trafiło blisko 20 tysięcy ton żużli cynkowych. To pierwsza i ostatnia na razie miejscowość z której Niemcy nie czekając na wyrok TSUE zabrali swoje odpady. W Sarbi i w Bzowie nikt się po śmieci nie zgłosił.

Reklama

Tymczasem tylko w Sarbi od 2018 roku czeka na odbiór kilka tysięcy ton odpadów pochodzących z Niemiec. Ich ostatnim właścicielem były firmy zajmujące się odpadami i recyklingiem, które zapłaciły mafii śmieciowej za ich utylizację. W to, że płacąc dużo poniżej ceny rynkowej nie wiedziały komu płacą, trudno uwierzyć. O procederze wywożenia nielegalnych odpadów z Niemiec i innych krajów zachodnich do Polski donosił m.in. „Berliner Zeitung”, który przytaczał wypowiedź Jana Op Gen Oortha, rzecznika Europolu. Jego zdaniem nielegalne interesy z odpadami były profesjonalnie zorganizowane i bardzo opłacalne. Uczestniczyły w nich nie tylko  gangi przestępcze, lecz także rzekomo czyste firmy z branży gospodarki odpadami. Dokumenty były fałszowane, celnicy korumpowani. Tymczasem według rzecznika generalnego TSUE brakuje dowodów na to, że Niemcy o wszystkim wiedzieli, albo przynajmniej się domyślali.

Biorąc pod uwagę w szczególności zlecenia transportowe wymienione pomiędzy spółkami polskimi i zawierające „polecenie neutralizacji”, nie można wykluczyć, że przekierowanie tych odpadów ukryto przed spółkami niemieckimi i że odpowiedzialne za nie są wyłącznie spółki polskie

Reklama

– przekonuje Athanasios Rantos, rzecznik generalny TSUE.

Według Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Sarbi znajduje się ok. 8,7 tys. ton odpadów, z czego ok. 6,5 tys. ton to odpady przywiezione tu nielegalnie z Niemiec. Reszta pochodzi z innych krajów i z Polski. To, że nie uda się ustalić z „wystarczającą dokładnością” ilości odpadów, które trafiły tu z Niemiec, działa na korzyść niemieckich firm.  

Tego rodzaju okoliczności nie pozwalają na indywidualne zidentyfikowanie przedmiotowych odpadów, a tym samym stoją na przeszkodzie ich odbiorowi z tytułu podnoszonych nielegalnych przemieszczeń

Reklama

– twierdzi rzecznik TSUE.

Jeszcze więcej wątpliwości budzi jego zdaniem kwestia 600 ton niemieckich śmieci na nielegalnym wysypisku w Bzowie. Są za mało …niemieckie. Nie bowiem po nich śladu w dokumentach transportowych.  

Żaden dowód nie pozwala na wykazanie bezpośredniego udziału zainteresowanych spółek niemieckich w tych przemieszczeniach. W szczególności dokumenty transportowe, które można powiązać z zainteresowanymi spółkami niemieckimi, nie zawierają wzmianki o tych przemieszczeniach

– wylicza Athanasios Rantos.

Reklama

Rzecznik rozgrzeszył również stronę niemiecką z zarzutu dotyczącego naruszenia obowiązku lojalnej współpracy.

Brak woli organów niemieckich do udziału we wspólnych oględzinach dotyczących lokalizacji nr 5 i 6 (Sarbia i Bzowo – przyp. red) był uzasadniony brakiem odpowiednich informacji na temat charakteru i pochodzenia odpadów

– tak rzecznik TSUE tłumaczy stronę niemiecką.

Tymczasem wspólne oględziny dostarczyłyby z pewnością wielu cennych informacji. Może nawet tych brakujących teraz rzecznikowi. Jego opinia nie zamyka jednak sprawy. Nie jest bowiem wiążąca dla Trybunału, który wyda swoją decyzję w ciągu kilku najbliższych miesięcy.

Reklama

 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 26/05/2026 14:35
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo pilaonline.pl




Reklama