- Za biurka nie da się niczego tak naprawdę zrozumieć. Zwłaszcza o Polsce lokalnej. Po 2,5 latach rządu to jest dokładnie ten moment, kiedy jeszcze nie ma wyborów, więc nie jeździ się po głosy, tylko jeździ się naprawdę do ludzi. Zapraszam wszystkich do rozmowy o ważnych rzeczach. O ochronie zdrowia, o podatkach, o emeryturach. Oczywiście o KPO, o inwestycjach publicznych. O tych, które już zrobiliśmy i o tych, które będą robione - zaprasza Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, minister Funduszy i Polityki Regionalnej, która w poniedziałek w Pile spotka się z mieszkańcami.
Na początku czerwca trafiło do Polski z KPO ponad 30 miliardów złotych. Do końca roku ma to być to już ponad 100 miliardów złotych. Na co je wydamy?
W tym roku mamy absolutnie szczytowy moment napływu pieniędzy z KPO. Równocześnie kończymy inwestycje, więc się buduje, buduje, buduje. Co budujemy? To są żłobki, a konkretnie tysiące miejsc w żłobkach. To jest szybki internet dla 2 tysięcy szkół i kilkuset tysięcy gospodarstw domowych. To są nowe autobusy, nowe pociągi i nowe trasy kolejowe. To są obwodnice mniejszych miast, a także branżowe centra umiejętności. Można by tak długo wymieniać, dlatego że te inwestycje idą bardzo szeroko. Mają jednak część wspólną. Jak dostałam KPO, to podjęłam decyzję, że jak najwięcej musi iść na Polskę lokalną. I to rzeczywiście się udało. Prawie 10 miliardów więcej idzie na Polskę lokalną, na średnie miasta, na takie miejsca, które dziś tych inwestycji bardzo potrzebują, bo to one najszybciej się wyludniają i najbardziej są zagrożone brakiem perspektyw na rozwój. Duże miasta mają swoją energię rozwojową. Natomiast takie miasta jak na przykład Piła, jeżeli nie dostaną takiego parasola inwestycyjnego, dodatkowego wsparcia, żeby tam powstał żłobek, żeby powstało społeczne budownictwo, to młodzi ludzie stamtąd wyjadą. Jeżeli są takie inwestycje, i jest ten dobry żłobek, i jest to dobre mieszkanie, to ludzie zostają, są miejsca pracy i takie miasta żyją.
Jednym z punktów poniedziałkowej wizyty są Kaczory, gdzie w ramach Społecznej Inicjatywy Mieszkaniowej zostanie niedługo oddany blok z 23 mieszkaniami.
Nowe mieszkania w najwyższym standardzie budują się w Warszawie, Gdańsku czy w Poznaniu, a w takich miejscach jak Kaczory, jeżeli nie będzie wsparcia, to nikt ich nie zbuduje. Jak powstaną te mieszkania, dostępne do taniego, bezpiecznego i długookresowego wynajmu, wtedy będzie to miejsce także dla młodych ludzi, dla rodzin. A jeżeli się w tych mieszkaniach urodzą dzieci, to muszą być też żłobki. I w Miasteczku Krajeńskim taki żłobek z KPO powstał. To bardzo potrzebne inwestycje, bo w mniejszych miejscowościach tych żłobków nigdy nie było. Przez całe dekady one w ogóle nie powstawały. W Warszawie rodzice mieli gdzie wysłać dzieci, a w mniejszych miejscowościach nie. I teraz to się zmienia.
Poprzedni rząd nie udźwignął tematu. Program budowy tanich mieszkań na wynajem Mieszkanie Plus okazał się niewypałem. Czy SIM-y mają większe szanse powodzenia?
Kiedy dwa i pół roku temu obejmowałam Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej, bo SIM-y są pod nadzorem mojego resortu, było zbudowanych 40 mieszkań. Dzięki bardzo dobrej współpracy z samorządowcami przyspieszyło to nieprawdopodobnie w całej Polsce. Tylko w tych miesiącach wiosenno-letnich oddamy do użytku kilka tysięcy mieszkań do użytku, a do końca dekady to już będzie do 30 tysięcy mieszkań. To nie stało się i nie dzieje się z dnia na dzień. Samorządy nauczyły się jak budować. I to działa. Co dają SIM-y w porównaniu z deweloperskim budownictwem? Po pierwsze te mieszkania są na tani wynajem. Czyli ludzie mogą w nich zamieszkać w bardzo dobrym standardzie płacąc czynsz dużo poniżej komercyjnego. Mają też możliwość dojścia do własności, jeżeli za 15-20 lat zechcą to mieszkanie wykupić. I przede wszystkim te domy powstają tam, gdzie często deweloperskiego budownictwa nie ma. Gdyby nie było SIM-u, nie byłoby żadnych nowych mieszkań. A bez nowych mieszkań nie ma młodych ludzi. Dlatego to jest tak ważne. To jest taki program bardzo mocno dla Polski lokalnej.
Afera w Szpitalu Południowym obnażyła jak bardzo jest chory polski system ochrony zdrowia. Jak pomóc temu „pacjentowi”?
Polska 2050 od początku powtarza, że jest potrzebna duża reforma systemowa. Że nie ma jakiejś jednej magicznej recepty. Do tej pory nie było woli politycznej, ale dziś chyba każdy już zrozumiał, że nie da się od tego uciec. Co musi zostać zrobione? Po pierwsze musi być większa dostępność studiów i specjalizacji dla lekarzy. My po prostu potrzebujemy więcej lekarzy, bo tam gdzie jest ich za mało, zaczyna się chora konkurencja wewnątrz systemu i zarobki szybują w kosmos. Po drugie trzeba zmienić wycenę świadczeń, która w przeszłości często była ustawiana pod różnych lobbystów. W efekcie mamy świadczenia bardzo korzystne dla szpitali i lekarzy oraz świadczenia po prostu głodowe, które nikomu nie opłacają. Nikomu poza pacjentem. Należy też w większym stopniu przekierowywać opiekę na ambulatoryjną i podstawową opiekę zdrowotną, bo w szpitalach jest najdrożej. Trzeba zmienić system tak, żeby konkurował o pacjenta, bo dzisiaj on konkuruje najbardziej o lekarza. I to jest absolutnie chore.
System ochrony zdrowia choruje nie od wczoraj.
Nic nie zostało zrobione za rządów PiS-u, który teraz najgłośniej krzyczy. Grzech zaniechania mają na sumieniu zresztą wszystkie poprzednie rządy, bo wszyscy chowali głowy w piasek, a tymczasem pacjent jest w coraz gorszym stanie. Tu już nie ma na co czekać, bo czas już dawno się skończył. Trzeba leczyć system ochrony zdrowia, trzeba leczyć system podatkowy, trzeba leczyć nadzór nad spółkami samorządowymi i spółkami Skarbu Państwa, bo przecież szpitale to też są spółki samorządowe. O kolesiostwie w spółkach Skarbu Państwa i samorządowych grzmiała cała opozycja w czasie rządu PiS. Jak doszliśmy do władzy, to Polska 2050 przygotowała ustawę, która miała sprofesjonalizować zarządzanie spółkami państwowymi i samorządowymi. Niestety, koalicja z opozycją wspólnie to utrącili.
Pilnej terapii potrzebuje również system podatkowy. Przez zbyt niski próg podatkowy bardzo dużo ludzi po prostu średnio zarabiających płaci 32%, a ten lekarz, milioner, ze zdolnością bilokacji, bo zarabiał jednocześnie w kilku miejscach, płaci 14%. I to jest bardzo niesprawiedliwe. I te raje podatkowe trzeba zamknąć po to, żeby zwykli ludzie nie musieli płacić 32%. Od zmian tych nie da się już uciec, bo ich brak nas dogania. To jest trochę taki samochód wjeżdżający w ścianę. I albo się zobaczy, że ta rzeczywistość jest nowa i już się to tak po staremu nie pojedzie, albo w tą ścianę wjeżdża. Mam nadzieję, że w porę zahamujemy, a już najlepiej będzie jak skręcimy i pojedziemy lepszą trasą.
Skoro już jesteśmy przy trasie, to skąd właśnie ten pomysł by ruszyć w Polskę?
Za biurka nie da się niczego tak naprawdę zrozumieć. Zwłaszcza o Polsce lokalnej. Po 2,5 latach rządu to jest dokładnie ten moment, kiedy jeszcze nie ma wyborów, więc nie jeździ się po głosy, tylko jeździ się naprawdę do ludzi. Zapraszam wszystkich do rozmowy o ważnych rzeczach. O ochronie zdrowia, o podatkach, o emeryturach. Oczywiście o KPO, o inwestycjach publicznych. O tych, które już zrobiliśmy i o tych, które będą robione. To są spotkania otwarte dla każdego. Przychodzą seniorzy, uczniowie, zwolennicy najróżniejszych partii. Ostatnio miałam spotkanie w Tychach gorącą dyskusję z konfederatami. To są dobre, merytoryczne, często emocjonalne, ale spotkania o rzeczach ważnych, gdzie naprawdę ludzie rozmawiają. Ja mam poczucie, że politycy robią coś takiego, że powstaje wrażenie, że już nikt z nikim nie umie rozmawiać. Tymczasem ludzie wciąż potrafią ze sobą rozmawiać.
Zapraszam wszystkich na spotkanie otwarte w Centrum Konferencyjnym przy ulicy Dąbrowskiego 8 w Pile. Widzimy się w poniedziałek o godzinie 17.00. Serdecznie zapraszam.

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze