Reklama

Kronika zapowiedzianej katastrofy czyli jak doszło do odwołania dyrekcji STO w Pile

Model sera szwajcarskiego używany m.in. do wyjaśniania przyczyn katastrof lotniczych obrazuje, jak nałożenie się na siebie błędów w kolejnych warstwach obronnych systemu prowadzi do wypadku. A co jeżeli tym systemem jest szkoła? W minionym tygodniu odwołano dyrekcję Zespołu Szkół Ogólnokształcących Społecznego Towarzystwa Oświatowego w Pile. Jak do tego doszło?

Zespół Szkół Ogólnokształcących Społecznego Towarzystwa Oświatowego w Pile to prestiżowa szkoła uważana za jedną z najlepszych w mieście. W ostatnim rankingu „Perspektyw” liceum STO było czwarte w Wielkopolsce i w pierwszej pięćdziesiątce najlepszych liceów w kraju. Taki sukces nigdy nie ma jednego ojca. Nie ma olimpijczyków i dobrych wyników matur bez dobrych pedagogów i odwrotnie: bez dobrych pedagogów nie ma olimpijczyków, ani dobrych wyników na maturze. Dlatego kiedy ci ostatni zaczęli odchodzić ze szkoły, zaczął rosnąć niepokój wśród rodziców. Niepokój, który zderzył się z brakiem komunikacji ze strony dyrekcji szkoły.

Od 2020 r. szkołą kierowała Katarzyna Jackowiak, która zastąpiła na tym stanowisku wieloletnią dyrektor szkoły Cecylię Kraczkowską. Przez pięć lat kierowała szkołą jako p.o. dyrektora, a dopiero w 2025 r. została oficjalnie powołana na fotel dyrektora. Bez konkursu. Jak tłumaczy Łukasz Smołka, prezes Zarządu Samodzielnego Koła Terenowe nr 106 STO, organu prowadzącego szkoły, jako prawa ręka poprzedniej dyrektorki była jej naturalną następczynią. Dlatego zgodnie z prawem skorzystali z furtki i powołali ją bez konkursu.

Reklama

Dziś rodzice i nauczyciele mówią o błędzie jakim była tamta decyzja zarzucając byłej dyrektorce brak wystarczających kompetencji w zarządzaniu szkołą. Nie zmieniło tego zdobycie przez nią odpowiedniego wykształcenia. Co najważniejsze, jego brak nie stanowił problemu w pierwszych latach jej rządów. Była dobrze oceniana zarówno przez uczniów i rodziców, jak i nauczycieli. To miało się zmienić dwa lata temu w momencie powołania na stanowisko wicedyrektora Małgorzaty Grabarskiej, szkolnej psycholożki. Zarząd SKT w tej sprawie nie miał nic do powiedzenia: dyrektor szkoły sam dobiera sobie zastępców.

Na pierwszy rzut oka powołanie psychologa na fotel wicedyrektora nie wydawało się złym pomysłem. W jednym z wywiadów Katarzyna Jackowiak zwracała uwagę na pogarszający się stan psychiczny dzieci. Tyle że niekoniecznie powinien to być szkolny psycholog. Dziś rodzice i zarząd wysuwają zarzut, który był widoczny już na samym początku: konflikt interesów. Psycholog ma reprezentować interes ucznia, wicedyrektor – szkoły. Czasami te interesy bywają sprzeczne.

Reklama

Najpoważniejszym zarzutem była jednak coraz gorsza komunikacja na linii dyrekcja – nauczyciele i rodzice.

- To nie była kwestia kompetencji, tylko osobowości – mówi dziś zarząd.

- Nigdy nie mogłam porozmawiać tylko z dyrektorką. Zawsze były we dwie. Zawsze brały w krzyżowy ogień. Dwie na jedną. To wyglądało jak przesłuchanie – mówi jedna z byłych nauczycielek.

O podobnych odczuciach mówią rodzice uczniów.

- Mąż uważał, że przesadzam, kiedy po spotkaniu z dyrekcją powiedziałam mu, że czuję się jak po przesłuchaniu. Przestał kiedy poszedł ze mną na kolejne spotkanie  – opowiada matka jednego z uczniów.  

Reklama

- Zrobiły ze mnie oszołoma tylko dlatego, że chciałem poznać uzasadnienie oceny mojej córki – mówi ojciec jednej z uczennic. – Byłem tym złym, który wpycha córkę w wyścig szczurów, a one tymi dobrymi, które chronią przed tym dzieci. Dowiedziałem się, że córka nie dostała wyższej oceny tylko dlatego, żeby innym dzieciom nie było przykro. Dobrze, że nie musiała nikogo przepraszać. 

Szkoła, która miała laureatów i finalistów olimpiad praktycznie z każdego przedmiotu, rzadko się nimi chwaliła, choć była to najlepsza promocja szkoły.

Reklama

– Podczas zakończenia roku nam, rodzicom, zabrakło, podsumowania największych sukcesów uczniów naszej szkoły. Nikt tych dzieci nie pochwalił, nikt im nie podziękował – mówią rodzice.

Ci z pierwszych klas szkół podstawowych mówią też o rozdźwięku między ofertą szkołą a rzeczywistością. Chodzi głównie o zajęcia dodatkowe. Na liście zarzutów jest też nierealizowanie przez szkołę zaleceń poradni psychologiczno-pedagogicznej w przypadku uczniów ze specjalnymi potrzebami. Był problem m.in. ze zorganizowaniem dodatkowych zajęć, mimo że szkoła otrzymała na nie pieniądze.

Reklama

- Obie dyrektorki podchodziły do tego bardzo lekko, żeby nie powiedzieć lekceważąco. Usłyszałam, że psycholożki w poradni nie znają szkolnych realiów – mówi matka jednego z uczniów. – Odniosłam wrażenie, że samo orzeczenie traktują jak śmierdzące jajo z którym nie za bardzo wiadomo co zrobić. Że za wszelką cenę chcą utrzymać mit STO jako szkoły bez uczniów z orzeczeniami i bez problemów, co oczywiście jest fikcją.

- W drugiej klasie jest uczeń, który rozwala lekcje. Niewykluczone, że potrzebuje diagnozy i być może nauczyciela wspomagającego. Poprzednia wychowawczyni potrafiła zapanować nad jego zachowaniem. Nowa, mimo chęci, nie radzi sobie tak dobrze. Cierpią na tym wszyscy – nie ukrywają rodzice.

Reklama

Uczeń w innej klasie mimo orzeczenia nie dostał nauczyciela wspomagającego. Nauczycielka, która upomniała się o wsparcie dla niego, została zwolniona w środku roku szkolnego. W opinii rodziców zwolniona plastyczka była jednym z najlepszych nauczycieli w tej szkole. Nie miało to jednak znaczenia.

Nie liczyły się również świetne wyniki matur, gdy szkoła rozstawała się z chemiczką, matematykiem, polonistką czy anglistką. Anna Hoffmann-Rothe, Paweł Wernicki, Grażyna Bilejczyk i Beata Krakowiak to nazwiska, które na rynku edukacyjnym w Pile są już pewną marką. Nie byli jedynymi, którzy odeszli.

Reklama

- Cecylia (Kraczkowska – przyp. red.) chciała mieć najlepszych nauczycieli, a Jackowiak się ich pozbyła – mówi jedna z byłych nauczycielek. – Tego nie robi się uczniom ani rodzicom, którzy płacą za prestiż tej szkoły.

Jedni odchodzili sami, gdy wyparowały dla nich godziny. Inni dowiadywali się, że już tu nie pracują w sierpniu na radzie pedagogicznej albo na szkolnym korytarzu od księgowej, która była jednocześnie kadrową.

- Przyszła do mnie na dyżurze i powiedziała mi, że mam podpisać urlop. Odpowiedziałam jej, że przecież mam lekcje. Usłyszałam: „już pani nie ma”. Nie zdążyłam nawet pożegnać się z klasą – mówi nie bez goryczy jedna z byłych nauczycielek.

Reklama

- Rodzice byli wkurzeni, szczególnie rodzice maturzystów, którzy stracili najważniejszych nauczycieli przedmiotowych. Prosili o spotkanie z dyrektorką, żeby przyszła do klasy i wyjaśniła im to wszystko. Nie zgodziła się. Zaproponowali wtedy, że wyłonią trójkę i ta trójka się z nią spotkała. Nie dostali jednak żadnych odpowiedzi - mówi jedna z nauczycielek.

Osobna sprawa to finanse. Szkoła jest utrzymywane z czesnego (900 zł miesięcznie – przyp. red.) i z subwencji.

- I chociaż czesne nie jest małe, to po szkole tego nie widać – mówi jedna z nauczycielek. – Nie ma inwestycji, wyposażenie sal pozostawia sporo do życzenia, nie sposób doprosić się o nowe pomoce dydaktyczne, a nawet o głupią lodówkę do pokoju nauczycielskiego. Dyrektorka powiedziała, że kupiła lodówkę pani ze sklepiku. Zaznaczę tylko, że to był prywatny sklepik.

Reklama

Były za to kosztowne remonty. Jeden z nich, który polegał na pomalowaniu ścian, położeniu paneli i postawieniu kilku kanap w kąciku na korytarzu, miał kosztować 45 tys. złotych. Nie było za to pieniędzy na nadgodziny dla nauczycieli. Według relacji jednej z nauczycielek, dyrektorka miała samowolnie skreślać nadgodziny z list przedstawionych jej przez nauczycieli. Sama widziała listę swoich nadgodzin z takimi skreśleniami. Jeszcze inna usłyszała, że w tej w szkole płaci się tylko za pięć pierwszych nadgodzin, a potem pracuje się za darmo.

Czarę goryczy przelało odsunięcie z początkiem roku szkolnego od wychowawstwa dwóch doświadczonych nauczycielek z ponad 30-letnim stażem, Iwony Rockiej i Hanny Łukowskiej. Powód? Nie zrobiły kursu z krytycznego myślenia. Kurs nie był obowiązkowy, a dyrektorka nie poinformowała ich wcześniej jakie będą konsekwencje jeżeli go nie zrobią. O tym, że jedna straciła swoją klasę, a druga jej nie dostanie, dowiedziały się w ostatniej chwili. Tuż przed pierwszym dzwonkiem.

Reklama

- Zabrakło w tym nie tylko klasy. Przede wszystkim odbyło się to ze szkodą dla dzieci – mówią dziś członkowie Zarządu STK.

Po tym jak ze szkoły zaczęli odchodzić uczniowie, a wraz z nimi pieniądze, trudno było już obronić sposób zarządzania szkołą przez Jackowiak i Grabarską. 26 września na Facebooku pojawił się profil Edukacja Piła założony przez grupę zdesperowanych i rozczarowanych rodziców: „Czy szkoła społeczna nadal jest naprawdę społeczna, jeżeli duża część jej społeczności czuje, że nie ma wpływu na to, co się w niej dzieje?” O tym, co dzieje się w STO, zrobiło się głośno poza jej murami. Zbyt głośno, by nie było reakcji. 12 października Zarząd SKT odwołał Katarzynę Jackowiak z funkcji dyrektora, a Małgorzatę Grabarską z funkcji wicedyrektora. Jakie były główne zarzuty pod adresem byłych już dyrektorek?

- Zła komunikacja i nieumiejętność słuchania – wyliczają główne zarzuty członkowie Zarządu STK.

Rządy w szkole jako p.o. dyrektora przejęła Bożena Piecuch, która cieszy się dobrą opinią zarówno wśród uczniów i rodziców, jak i nauczycieli.

- Zawsze najpierw patrzę na cel, a dopiero potem na drogę, którą muszę pokonać, żeby ten cel osiągnąć – mówi nowa dyrektora STO w Pile.

Teraz najbardziej potrzebuje czasu, cierpliwości i zaufania. A także wicedyrektora. Nikt nie oczekuje, że da sobie radę w pojedynkę. Tym bardziej, że rodzice oczekują zmian. Najpierw jednak oczekują odpowiedzi. Grupa rodziców przekazała redakcji listę pytań do dyrekcji i do zarządu. Lista pytań do dyrekcji jest krótka i dotyczy zorganizowania spotkania z rodzicami, przywrócenia zajęć dodatkowych, rozwiązania problemu uciążliwych „okienek”, nieprzestrzegania zaleceń poradni, a także szans na powrót zwolnionych nauczycieli.

Znacznie dłuższa jest lista pytań do zarządu, która dotyczy m.in. kontroli wydatków, w tym przetargów, zamówień i faktur, a także konieczności przeprowadzenia zewnętrznego audytu za okres poprzedniego kierownictwa. Rodzice pytają również o kontrolę procesu rekrutacji, o lekcje online, które miały być prowadzone bez wiedzy rodziców i kuratorium, o spóźnioną ich zdaniem reakcję na odejścia nauczycieli, a także o to, czy będzie rozpisany konkurs na dyrektora szkoła i czy zostanie powołana rada rodziców, która będzie w stałym kontakcie z zarządem i dyrekcją. Po to, by historia już się nie powtórzyła.

Katarzyna Jackowiak odmówiła komentarza w tej sprawie. Podobnie Małgorzata Grabarska. To jednak jeszcze nie koniec. Jedna ze zwolnionych nauczycielek, Paulina Siwek, pozwała szkołę za bezprawne rozwiązanie umowy o pracę. Zarzuty pod jej adresem były kuriozalne. Zarząd STK przyznaje, że pozew jest w 100 procentach zasadny.

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 19/10/2026 22:18
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    emerytka-polonistka - niezalogowany 2026-10-19 20:06:25

    Tak się niszczy pracę wielu ludzi...uczniów, nauczycieli i rodziców...

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo pilaonline.pl




Reklama