W tym roku mija 15 lat od przeprowadzenia konsultacji społecznych dla odcinka S11 Piła-Ujście. W tym czasie zbudowano w Polsce ponad 2800 kilometrów dróg ekspresowych. Tymczasem budowa 24-kilometrowego odcinka Piła-Ujście stoi w miejscu i wszystko wskazuje na to, że jeszcze postoi.
Poznań dostanie 5 mld złotych na to, żeby drugi raz w ciągu ostatnich lat zbudował sobie nowy dworzec, bo za pierwszym razem mu nie wyszło. Tymczasem Piła nie może się doczekać od blisko 30 lat elektryfikacji linii kolejowej w kierunku Gorzowa. Nie mówiąc już o drodze ekspresowej S11, której jeszcze długo nie będzie miała. Po tym jak spadł odcinek Piła-Szczecinek, podobny los czeka teraz odcinek Piła-Ujście. Może Wielkopolska w 1999 roku wcale nie była najlepszym wyborem dla Piły? Dla porównania szczecińska dyrekcja GDDKiA w ciągu ostatnich 8 lat zdążyła zaprojektować i ruszyć z budową S10 na niemal całej trasie od Szczecina do Piły, a jedynym zawaligrodą pozostaje wojewoda wielkopolski.
Gdyby w Pile skuteczność polityków mierzyć kilometrami zbudowanej S11 żaden z nich nie powinien liczyć na reelekcję. Zawiedli wszyscy: od lewej do prawej. Najwięcej mogli zrobić politycy PO i PiS, bo rządzili najdłużej i mieli najlepszy dostęp do unijnych funduszy. Nie zrobili nic. Tłuste w ekspresówki i obwodnice lata dla innych regionów, w Pile i w północnej Wielkopolsce były i są najbardziej chudymi. Piła jest jedną z najbardziej odciętych od sieci dróg ekspresowych stolic dawnego województwa. To również największa biała plama na mapie Wielkopolski. Tyle że z Poznania i Warszawy najwyraźniej jej nie widać.
O ile w przypadku S10 Piła ma szansę dołączyć do komunikacyjnej cywilizacji w przeciągu dwóch lat, to w przypadku S11 jeszcze długo nic się nie zmieni. Chyba, że ktoś da zielone światło na budowę, jak miało to miejsce w przypadku odcinka Jastrowie – Szczecinek. Poznański oddział GDDKiA ogłosił przetarg na budowę nie mając w ręku decyzji środowiskowej, gdyż toczyło się jeszcze postępowanie odwoławcze w Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska. Każdy w Poznaniu spał jednak spokojnie, bo nikt nie ukrywał, że przetarg ogłoszono, bo tak chciała Warszawa. Nie było więc powodów, by przejmować się odwołaniem. Faktycznie, kilka dni później GDOŚ utrzymał w mocy decyzję środowiskową uchylając jednocześnie decyzję dla odcinka Piła – Jastrowie.
Zablokowany odcinek jest już po konsultacjach społecznych nowego wariantu (3a) i jego alternatyw (4 i 5). Wpłynęło ponad 1350 uwag, w tym sporo pytań. Na każde z nich trzeba udzielić odpowiedzi co zajmie miesiące. Jeżeli dodać do tego czas potrzebny na przygotowanie raportu o oddziaływaniu na środowisko dla nowego wariantu, a potem czas potrzebny na uzyskanie decyzji środowiskowej i na odwołania, to przy pilskim szczęściu będzie dobrze jeżeli budowa odcinka Piła – Jastrowie ruszy za 10 lat. Trzeba bowiem pamiętać, że w przypadku wariantu 3a projektowany korytarz będzie przebiegać przez obszar Natura 2000 „Puszcza nad Gwdą" - obszar specjalnej ochrony ptaków.
Mało poważnie brzmią więc deklaracje dyrektora poznańskiego oddziału GDDKiA Patryka Kosickiego, że jeszcze w tym roku chcą złożyć wniosek o wydanie decyzji środowiskowej. Istnieje bowiem duże ryzyko, że odcinek Piła-Jastrowie podzieli wtedy los odcinka Piła-Ujście.
Pierwsze konsultacje społeczne dla Piły i Ujścia przeprowadzono już w 2011 r., rok później GDDKiA miała złożyć wniosek o wydanie decyzji środowiskowej, a w 2014 r. ruszyć z budową. Zastrzegła jednak, że „faktyczny termin realizacji inwestycji będzie uzależniony od zapewnienia środków finansowych”. I chociaż pieniędzy na drogi wtedy nie brakowało, to dla Piły ich nie było. Kolejne lata to tylko marnowanie czasu i składanie pustych obietnic jak ta o rozpoczęciu budowy najpóźniej w 2019 r. Potem zmienił się rząd i rozpoczął się nowy festiwal obietnic. Pojawiły się jednak pierwsze konkrety jak złożenie w czerwcu 2018 r. wniosku o wydanie decyzji środowiskowej.
Dokumentację przygotowywało to samo biuro projektowe z Gdańska, które było zaangażowane w prace projektowe w 2010 i 2011 r. Na zaktualizowanie jej miało tylko pół roku: aneks podpisano bowiem w styczniu 2018 r. Finał był łatwy do przewidzenia: dokumentacja, która z błogosławieństwem GDDKiA trafiła do RDOŚ okazała się niekompletna i przeterminowana. Trzeba było rozpisać przetarg na jej aktualizację.
Dopiero w kwietniu 2020 r. podpisano umowę z firmą Schuessler-Plan Inżynierzy na opracowanie nowej dokumentacji środowiskowej. Zgodnie z umową wykonawca miał czas do końca 2022 r., by uzyskać decyzję środowiskową. Nie dotrzymał terminu, ale też nikomu w Poznaniu i w Warszawie nie zależało, by go dotrzymał. Decyzją rządu Beaty Szydło odcinek S11 Piła-Ujście wypadł z Programu Budowy Dróg Krajowych na lata 2014-2023 (z perspektywą do 2025 r.), do którego wskoczyły za to obwodnica Nowego Sącza i Chełmca w ciągu DK28 czy obwodnice Poręby i Zawiercia w ciągu DK78. Pocieszeniem dla Piły i Ujścia miała być deklaracja, że eska znajdzie się w nowym programie w nowej perspektywie unijnej, co oznaczało jednak kilkuletnią zwłokę.
I tak się też stało. Dopiero we wrześniu 2023 r. poznański oddział GDDKiA złożył wniosek o wydanie decyzji środowiskowej dla odcinka Piła-Ujście planując oddać go w 2030 r. Decyzji środowiskowej do tej pory nie otrzymał, więc termin się przesuwał. Jeszcze pół roku temu według zapewnień Ministerstwa Infrastruktury odcinek Piła-Ujście miał być gotowy w 2031 r. W lutym był to już rok 2032. Teraz nawet ten termin stracił już na aktualności.
Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Poznaniu trzykrotnie wzywała już inwestora do uzupełnienia raportu o oddziaływaniu na środowisko. Między ostatnim uzupełnieniem a kolejnym wezwaniem minął ponad rok. Dlaczego tak długo? Jak tłumaczy RDOŚ, dokumentacja musiała najpierw odczekać swoje w kolejce, a sama analiza hydrogeologiczna była dość czasochłonna. Teraz RDOŚ wezwał GDDKiA do kolejnego uzupełnienia raportu. Inwestor ma na to czas do 18 września. To oznacza kolejną, kilkumiesięczną zwłokę, ale nie to jest największym problemem. Jest nim sam raport.
Chodzi o niespójność danych pochodzących z różnych źródeł
– mówi Zbigniew Gołębiewski, Kierownik Oddziału decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach i przedsięwzięć liniowych w Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Poznaniu.
Czy autorom raportu uda się to naprawić? Czy może trzeba wyrzucić raport do kosza i przygotować nowy? Optymistyczny scenariusz zakłada tylko wydłużenie procedury, ale zakończenie z happy endem. W tym najgorszym RDOŚ może odmówić wydania decyzji środowiskowej.
W naszej ocenie przekazany materiał był kompletny. Organ ochrony środowiska przedstawił jednak listę zagadnień i kwestii wymagających uzupełnienia i doprecyzowania. Biuro Projektowe, działające na nasze zlecenie, uzupełnia materiał dowodowy udzielając wszelkich możliwych wyjaśnień
Reklama
– zapewnia Alina Cieślak, rzecznik poznańskiego oddziału GDDKiA.
Tymczasem odcinek Piła-Ujście idzie na kolejny rekord na S11 jeżeli chodzi o długość procedury środowiskowej. Ten niechlubny należy do odcinka Piła-Szczecinek, który trwał 4 lata i 8 miesięcy i skończył się wydaniem decyzji tylko dla połowy odcinka. Już 3 lata i 10 miesięcy trwa wydawanie ostatecznej decyzji dla odcinka Ujście-Oborniki. W tym jednak przypadku inwestor zdecydował się ogłosić przetarg na budowę nie czekając na wynik odwołania w GDOŚ.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze